sdf

FlashForward (Przebłysk jutra) – ON

Przebłysk jutra to nowy serial emitowany w telewizji amerykańskiej już od końca września 2009. Polski widz także ma już możliwość zapoznania się z tą produkcją za pośrednictwem AXN. Na pewno jest to miód na serce dla fanów Zagnionych– niektóre znane Wam motywy obecne są także w Przebłysku jutra. Oczywiście nie stawiajmy znaku równości między tymi serialami. Przebłysk jutra to inny pomysł na fabułę (zaczerpnięty zresztą z powieści Roberta J. Sawyera). Każdy odcinek wciąga widza, a niektóre motywy faktycznie zadziwiają i zapraszają do przemyśleń. Zapewne główny cel został osiągnięty: widz po obejrzeniu jednego odcinka, bardzo chce obejrzeć kolejny. Poza tym, w podtekście pewnych wydarzeń, pojawiają się także nieco głębsze tematy, takie jak: wolna wola, los jako czynnik determinujący, wiara… Co stałoby się w Twoim życiu, gdybyś mógł/ mogła zobaczyć skrawek swojej przyszłości? To odnośnie pozytywów. Słabe strony filmu to przede wszystkim niektórzy aktorzy. Odtwórca roli Marka Benforda (Joseph Fiennes) jest jakby z innej bajki i średnio pasuje do postaci. Ponadto twórcy serialu nie dopracowali szczegółów. Niejednokrotnie ma się wrażenie, że jako agenci FBI zapominają o najprostszych (a często: najlepszych) rozwiązaniach. Niemniej serial jest z pewnością ciekawy i może stać się wartą rozważenia opcją spędzenia chłodnego, jesienno- zimowego wieczoru.

Moja ocena: 7,5/10

2012 – ONA

2012

Jest takie słowo, którego namiętnie używa moja koleżanka. Mogłabym tu pisać i pisać, ale to jedno jedyne słowo określa w 100% trafnie moje wrażenia z 2,5- godzinnego seansu (!). Słowo to brzmi: ŻENUA… Moja liczbowa ocena tego filmu wynika z efektów specjalnych, które stanowią o (jakiejkolwiek) wartości tej produkcji. Faktycznie było na co popatrzeć: zniszczenie, demolka na światowym poziomie, faktycznie koniec świata. Oby tylko nie był to koniec filmów katastroficznych na poziomie (tu włącza mi się myślenie życzeniowe). Ktoś napisał w jakiejś recenzji, że po takiej dawce zniszczeń faktycznie trudno będzie zniszczyć coś jeszcze. Na pewno jest w tym trochę prawdy. Fabuła przewidywalna do granic możliwości, podobnie jak dialogi, które stanowią bardzo kiepskie tło dla wspomnianych efektów. Film przez swoją oczywistość pozbawia widza jakichkolwiek przemyśleń, nie ma mowy nawet o refleksji nad kruchością losu ludzkiego. Widz dokładnie wie, kiedy ktoś coś powie, kto pocałuje kogo, czy też kiedy wyłoni się ocalony i bohaterski odtwórca głównej roli. Reasumując: szkoda czasu. Chyba, że ktoś nie widział zbyt wielu produkcji tego typu i jest spragniony wspomnianej demolki.

Moja ocena: 3/10

Już czas na dobry film...