sdf

2012 – ONA

2012

Jest takie słowo, którego namiętnie używa moja koleżanka. Mogłabym tu pisać i pisać, ale to jedno jedyne słowo określa w 100% trafnie moje wrażenia z 2,5- godzinnego seansu (!). Słowo to brzmi: ŻENUA… Moja liczbowa ocena tego filmu wynika z efektów specjalnych, które stanowią o (jakiejkolwiek) wartości tej produkcji. Faktycznie było na co popatrzeć: zniszczenie, demolka na światowym poziomie, faktycznie koniec świata. Oby tylko nie był to koniec filmów katastroficznych na poziomie (tu włącza mi się myślenie życzeniowe). Ktoś napisał w jakiejś recenzji, że po takiej dawce zniszczeń faktycznie trudno będzie zniszczyć coś jeszcze. Na pewno jest w tym trochę prawdy. Fabuła przewidywalna do granic możliwości, podobnie jak dialogi, które stanowią bardzo kiepskie tło dla wspomnianych efektów. Film przez swoją oczywistość pozbawia widza jakichkolwiek przemyśleń, nie ma mowy nawet o refleksji nad kruchością losu ludzkiego. Widz dokładnie wie, kiedy ktoś coś powie, kto pocałuje kogo, czy też kiedy wyłoni się ocalony i bohaterski odtwórca głównej roli. Reasumując: szkoda czasu. Chyba, że ktoś nie widział zbyt wielu produkcji tego typu i jest spragniony wspomnianej demolki.

Moja ocena: 3/10

komentarzy: 1

Sporo się naczytałem a pro pos apokalipsy roku 2012 i z niecierpliwością czekałem na film. Zgadzam się z powyższą recenzją – nic więcej zniszczyć się nie da. Chyba, że okazałoby się, że w stronę Ziemi zmierza meteoryt i tym samym ocaleni z kataklizmu ludzie podzieliliby los dinozaurów. Zgadzam się również, że film był przewidywalny. Już na samym początku wiadomo było, kto zginie, a kto będzie miał nieco więcej szczęścia i tylko parę zadrapań. Aktorzy, w chwilach, gdy ratują samych siebie nie tracą poczucia humoru i zawsze mają do powiedzenia jakieś “śmieszne” parę słów. Nie spodziewajmy się jednak, że od śmiania się rozbolą nas brzuchy. Typowy film stworzony przez i dla Amerykanów – po prostu nie mógł być skomplikowany.
Mimo to obejrzałem film parę razy. Dlaczego? Bo lubię takie filmy i sceny, lubię, gdy wszystko dookoła wybucha, rozwala się i jest na co popatrzeć. Sceny w filmie podzielić można właśnie na te opisane w poprzednim zdaniu oraz wszystkie pozostałe, zdecydowanie mniej atrakcyjne dla widza. Tematem tych drugich były właśnie sprawy tak ważne dla świata jak pieluchomajtki ich dzieci, czy też kremy na komary. Pierwsza z tych rzeczy mnie nie dotyczy, a komary prawdopodobnie siedzą w swoich domkach czekając na cieplejsze dni. Z tego właśnie powodu film był dla mnie w niektórych momentach był po prostu nudny.
Tym, którzy spodziewają się filmu debatującego nad ludźmi w chwili zagłady, odradzam jego obejrzenie. Jeśli natomiast komuś zależy na obejrzeniu efektów specjalnych, zniszczeń, a nawet jednego “rajdu” samochodowego, mogę z powodzeniem polecić ten film. Aha – nie ma żadnego statku kosmicznego, nawet na to nie liczcie. Ludzie ratują się wsiadając na statki (coś w rodzaju arek). Koniec 🙂

Bartek
February 10th, 2010 at 22:37

Powiedz co Ty sądzisz o filmie

Imię (wymagane)

Adres email (nie zostanie opublikowany) (wymagany)

Twoja strona www

Komentarz

Czy już czas na dobry film?