sdf

Spadkobiercy, The Descendants – ONA

Spadkobiercy The DescendantsI jak ja mam tu nie pisać, skoro kolejny film z moim ukochanym aktorem na tapecie!? Tym razem nie było mi go za mało. Wreszcie George koncentruje się na tym, co robi najlepiej tj. na graniu. Akcja filmu powolna i spokojna, ale o jego wartości świadczy bez wątpienia brak znudzenia fabułą. Wysmakowane dialogi, momentami zaskakujące wydarzenia, a wszystko pełne spokoju i refleksji. Wszystko życiowe i realne- no może poza majątkiem ziemskim, wokół którego toczy się część “biznesowa” produkcji. Film daje do myślenia, co jest stanem miłym i potrzebnym. Jest wzruszająco, ale nie ckliwie. Miło, ale nie za słodko. Tragicznie, ale nie histerycznie. To prawdziwa sztuka stworzyć taki film i w takim filmie dobrze zagrać (ukłon w stronę reżysera Alexandra Payne’a i odtwórcy głównej roli: oczywiście George’a Clooney’a). Więcej nie napiszę, bo nie chcę Wam popsuć miłego wieczoru z tym filmem.

Moja ocena: 10/10

Idy marcowe, The Ides of March – ONA

Na Idy Marcowe czekałam z tchem zapartym. Jak zawsze, ilekroć pojawia się kolejny film z ubóstwianym przeze mnie Georgem Clooney’em. Clooney to aktor idealny, bo mimo że jego warunki naturalne sprawiają, iż jest niemalże predysponowany do ról amantów, to znakomicie sprawdza się także jako facet przegrany, psychologicznie zwyciężony przez system, życie i innych ludzi. Zacznę od minusów tego filmu: Clooney’a zdecydowanie mi za mało tu jako aktora, a za dużo jako reżysera. Tematyka ciekawa, ale nie urywa żadnych części ciała, bo- jakby tu powiedzieć- wszyscy wiemy, że działalność polityków bywa często bezkompromisowa i kategoryczna. Tak jak i człowiek “idący po trupach” bezkompromisowy bywa. Zakończenie filmu także średnie, bo tylko ugruntowuje przekonanie widza o tym, że jest jak jest. A ogólnie nie jest dobrze. 🙂 Obsada bardzo dobra, scenariusz niezły, Clooney boski choć cały czas z tyłu głowy krąży mi myśl, żeby George jednak więcej był przed kamerą, a mniej w reżyserce.

Moja ocena: 7/10

Amerykanin – ONA

Amerykanin to film, który zrobił na mnie wyjątkowe wrażenie. Pierwszym scenom towarzyszy napięcie, strzały, śmierć. Oczekuje się czegoś konkretnego, sztampowego, przewidywalnego. Tymczasem przychodzi zaskoczenie, frapujące następstwo leniwych wydarzeń. Leniwych, bo bez pośpiechu właściwego sensacji. Widz przeczuwa cały czas napięcie, obiecujące wydarzenia, które nie nadchodzą. Nie jest jednak pokrzywdzony, gdyż pojawiają się kolejne okoliczności, ciekawe aczkolwiek nie do końca jasne. Centralnym i kluczowym elementem fabuły jest jej bohater- zwichrowany, być może zraniony, patologiczny mężczyzna o wielu imionach. George Clooney to aktor niezwykły, dominujący i prawdziwy. Każda scena jest dosmakowana, zarówno estetycznie i plastycznie jak i dźwiękowo. Nie przeszkadza tu brak akcji, ponieważ każdy szczegół ma wartość i sens. Polecam bez dwóch zdań. To film dla smakoszy, szukających odmiany w zalewającej nas filmowej fali bylejakości i powtarzalności…

Moja ocena: 10/10

Sunshine Cleaning – ONA

Film wcale nie nudny. Tak stwierdził ON, ale ON to nie wyrocznia. ON to przecież ON, a to film o NIEJ, kobiecie samotnie wychowującej ośmioletniego synka, siostrę i ojca, wiecznie starającego się uruchomić jakiś intratny biznes. Jedyną odskocznią od jej rozsądnej natury i opieki roztaczanej nad bliskimi jest romans z żonatym mężczyzną i wspomnienie czasów liceum, kiedy to należała do szkolnej śmietanki towarzyskiej. Faktycznie dla niektórych film może się wydać nudny, ale często zmaganie się z codziennością bywa monotonne i rozczarowujące. Zdarza się, że człowiek ląduje w ciągu swojego życia niekoniecznie tam, dokąd za młodych lat z uporem maniaka wyznaczał sobie trasę. Tak też było w przypadku głównej bohaterki. Znakomicie ukazana ironia losu, potrzeba świadomości własnych możliwości, konieczność bycia “dla siebie” a dopiero później “dla innych”. Zdecydowanie kino babskie o ile “babskość” to “refleksyjność”.

Moja ocena: 7/10

Opór- ONA

Opór

Film wzbudza już bardzo wiele kontrowersji. Polskie władze alarmują o uniemożliwienie emisji filmu, niczego nieświadoma widownia zachodnia rozpływa się w zachwytach nad historycznym filmem. Na ile jest on ‘historyczny’ a na ile zajmuje się faktyczną prawdą historyczną, pozostawiam już do rozważenia czytelnikom. Przede wszystkim już podczas pobieżnego oglądania tej super produkcji uderzają podstawowe nieścisłości: jak kilkaset ludzi żyjących w środku lasu udaje się wyżywić kilku osobom znoszącym jedzenie do obozu. Dalej: na ile możliwa jest finałowa walka z pojedynczym, zagubionym w lesie czołgiem? Skąd bracia Bielscy znają język rosyjski i dlaczego nie słychać polskiego? Najbardziej natomiast istotna dyskusja dotyczy historii i działalności samych braci Bielskich. Hollywood kocha super bohaterów, rzetelne i wnikliwe badanie historii natomiast jasno stwierdza: Bielscy do nieskazitelnych wybawców nie należeli i przedstawianie ich jako Mesjasza to po prostu błąd w sztuce. Co do samego filmu, abstrahując już od jego zawartości merytorycznej, jest on bez wątpienia ciekawy, wzruszający, martyrologiczny i energetyczny. Daniel Craig znowu potwierdza swoje znakomite umiejętności i warsztat aktorski. To nie aktor jednej roli, to ciekawy wynalazek współczesnego kina, którego jestem wielką entuzjastką. Polecam film do dyskusji, wzruszeń i dalszych dociekań historycznych.

Moja ocena: 8,5/10

Już czas na dobry film...