sdf

To skomplikowane – ONA

Sama nie wiem od czego (powinnam) zacząć. Czy od genialnej kreacji Meryl Streep czy też od znakomitego scenariusza, a może jednak od całokształtu, który w swojej prostocie i “życiowości” powala na kolana? Film nie szokuje i nie budzi skrajnych uczuć. Widz nie zwija się także ze śmiechu. Widz siedzi i spokojnie kontempluje obraz, który zwyczajnie zachwyca swoją dojrzałością. Bardzo ciekawe spojrzenie na kobiecość i męskość, relacje damsko- męskie, potrzeby i ich spełnianie. Dystans i bliskość w jednym. Coś, jak dla mnie, pięknego i inspirującego. Meryl Streep znakomita, atrakcyjna, słoneczna i jak zawsze szczera. Gdybym była mężczyzną (nawet bardzo młodym) zakochałabym się w niej. Intymność, seksualność i erotyka 60- latków. Brzmi śmiesznie? Chyba tylko w Polsce. Nasze krajowe produkcje przyzwyczaiły nas do nieumiejętnych obrazów w tym temacie. Tu natomiast wszystko piękne, wyważone a jednocześnie dzikie i podniecające. Całość ze smakiem i bez przesady. Polecam szczególnie twórcom polskiego kina. Coby u kolegów zza oceanu podpatrzyli jak się w kinie intymność pokazuje- niezależnie od wieku… :)

Moja ocena: 10/10

Raj dla par – ONA

Miało być śmiesznie i miało być refleksyjnie. Miało być o parach, które zmęczone, życiem (sobą?) podążają ku wakacyjnej przygodzie. Obsada obsadą, ale kilka znanych twarzy komedii nie czyni. Skromna ilość tekstów i sytuacji, które powodują lekki uśmiech, ale żeby zaśmiać się w głos to jednak potrzeba nieco więcej.  Czekanie nie pomaga. Film upływa pod znakiem oczekiwana na “to coś”. Trudno. Takich komedii co roku wychodzi na tyle dużo, że jakoś ten fakt mnie nie rusza. Zastanawiam się tylko czy tym razem nie była to strata czasu…

Moja ocena: 4/10

Miłość na wybiegu – ON

Nie przepadam za komediami romantycznymi a tym bardziej za polskimi komediami romantycznymi, które niewiele mają do czynienia ze swoimi pierwowzorami zza oceanu. Nasze polskie produkcje wydają się z reguły fatalnymi imitacjami. Nawet jeśli pojawi się ciekawa obsada to i tak poza kilkoma poprawnymi scenami nie można dostrzec nic godnego uwagi. W tym przypadku zakładałem dokładnie to samo- z założenia w duchy i garbate aniołki nie wierzę więc przyjąłem, iż zacisnę zęby i wytrzymam. Każdy zdrowy Kinomaniak potwierdzi: z braku laku i kit dobry. Jeśli nie ma nic ciekawego, obejrzeć można to, co ewentualnie będzie można skrytykować. No więc krytykujmy. Tematyka przewidywalna, faktycznie imitacja i to w sumie bardzo wczesna bo pierwowzór jeszcze całkiem stabilnie siedzi w naszych głowach. Ale… więcej krytykować nie zamierzam bo widziałem gorsze “szmiry”. Aktorzy bardzo prawdziwi, teksty wcale nie brzmią sztucznie w ich ustach, jest kilka naprawdę zabawnych wątków. Reasumując: nikt nie obiecywał, że będzie to epokowe dzieło, ale jak na komedię romantyczną to osiągnięcie całkiem przyzwoite.

Moja ocena: 6,5/10

FlashForward (Przebłysk jutra) – ON

Przebłysk jutra to nowy serial emitowany w telewizji amerykańskiej już od końca września 2009. Polski widz także ma już możliwość zapoznania się z tą produkcją za pośrednictwem AXN. Na pewno jest to miód na serce dla fanów Zagnionych- niektóre znane Wam motywy obecne są także w Przebłysku jutra. Oczywiście nie stawiajmy znaku równości między tymi serialami. Przebłysk jutra to inny pomysł na fabułę (zaczerpnięty zresztą z powieści Roberta J. Sawyera). Każdy odcinek wciąga widza, a niektóre motywy faktycznie zadziwiają i zapraszają do przemyśleń. Zapewne główny cel został osiągnięty: widz po obejrzeniu jednego odcinka, bardzo chce obejrzeć kolejny. Poza tym, w podtekście pewnych wydarzeń, pojawiają się także nieco głębsze tematy, takie jak: wolna wola, los jako czynnik determinujący, wiara… Co stałoby się w Twoim życiu, gdybyś mógł/ mogła zobaczyć skrawek swojej przyszłości? To odnośnie pozytywów. Słabe strony filmu to przede wszystkim niektórzy aktorzy. Odtwórca roli Marka Benforda (Joseph Fiennes) jest jakby z innej bajki i średnio pasuje do postaci. Ponadto twórcy serialu nie dopracowali szczegółów. Niejednokrotnie ma się wrażenie, że jako agenci FBI zapominają o najprostszych (a często: najlepszych) rozwiązaniach. Niemniej serial jest z pewnością ciekawy i może stać się wartą rozważenia opcją spędzenia chłodnego, jesienno- zimowego wieczoru.

Moja ocena: 7,5/10

Przypadkowy mąż – ON

Przypadkowo wybraliśmy się na “Przypadkowego męża” i przypadkowo całkiem nieźle się bawiliśmy. Używam tu celowo tylu “przypadków” ponieważ ani recenzje, które przeczytałem, ani zwiastun nie zapowiadał tego względnie miłego doświadczenia… Przede wszystkim nie powinniśmy się łudzić, że film okaże się odkrywczy dla swojego gatunku. To w końcu klasyczna, amerykańska komedia romantyczna z pozytywnym (patrz: romantycznym) zakończeniem. Jest kobieta sukcesu, której serce zostaje zmiękczone, przez prostego, ale szczerego chłopaka… Skoro o szczerości mowa to warto przypomnieć, że w komedii romantycznej musi mieć ona ograniczony żywot i powinna nastąpić demistyfikacja, która na moment stanie na drodze kochanków. Tak też staje się tu- pomilczę jednak na rzecz Twoich wrażeń Kinomaniaku. Idź i zobacz sam. Na uwagę zasługuje Uma Thurman: urocza, piękna, przekonująca, zabawna. Jeffrey Dean Morgan natomiast jest, jak twierdzi moja ONA, przystojny i… to musi nam wystarczyć. Reasumując wszyscy są akceptowalni, nawet atrakcyjni fizycznie i składnie prezentują się na dużym ekranie. Pojawiają się dwa (w porywach do trzech) całkiem mądre stwierdzenia a całość okraszona jest (nie)przypadkowo znośnym i odprężającym humorem. Komedia faktycznie śmieszna. Nie zachwyca, ale bawi na odpowiednim poziomie. Zachwyca natomiast Uma. Lata dodają jej bez wątpienia uroku…

Moja ocena: 7/10

12
Już czas na dobry film...