sdf

To skomplikowane – ONA

Sama nie wiem od czego (powinnam) zacząć. Czy od genialnej kreacji Meryl Streep czy też od znakomitego scenariusza, a może jednak od całokształtu, który w swojej prostocie i “życiowości” powala na kolana? Film nie szokuje i nie budzi skrajnych uczuć. Widz nie zwija się także ze śmiechu. Widz siedzi i spokojnie kontempluje obraz, który zwyczajnie zachwyca swoją dojrzałością. Bardzo ciekawe spojrzenie na kobiecość i męskość, relacje damsko- męskie, potrzeby i ich spełnianie. Dystans i bliskość w jednym. Coś, jak dla mnie, pięknego i inspirującego. Meryl Streep znakomita, atrakcyjna, słoneczna i jak zawsze szczera. Gdybym była mężczyzną (nawet bardzo młodym) zakochałabym się w niej. Intymność, seksualność i erotyka 60- latków. Brzmi śmiesznie? Chyba tylko w Polsce. Nasze krajowe produkcje przyzwyczaiły nas do nieumiejętnych obrazów w tym temacie. Tu natomiast wszystko piękne, wyważone a jednocześnie dzikie i podniecające. Całość ze smakiem i bez przesady. Polecam szczególnie twórcom polskiego kina. Coby u kolegów zza oceanu podpatrzyli jak się w kinie intymność pokazuje- niezależnie od wieku… 🙂

Moja ocena: 10/10

Alicja w krainie czarów – ON

Baśniowy świat, bajkowy zamysł, bajeczny Johnny Deep- coś/ ktoś dla kobiet. Ja natomiast, momentami bardzo znudzony, zwracałem uwagę na to, co jedynie według mnie godne uwagi: efekty, koloryt scen, rozmyślne postaci i bez wątpienia ciekawa charakteryzacja. Poza tym? Świadomość niespójności treści filmu z książką Carrolla nieco przeszkadza w jego oglądaniu. Jeśli scenarzysta wprowadza zmiany, które nie ujmują a rozczarowują to i inne przymioty produkcji nieco bledną w ostatecznej ocenie widza. No dobrze (tu przyznam rację mojej Połówce): Johnny Deep jest faktycznie rewelacyjny. No dobrze: faktycznie warto obejrzeć Alicję gdyż to bezsprzecznie “bajkowa” odskocznia od codzienności. Choć (tu krzyczy moja logika) mogło być na pewno lepiej.

Moja ocena: 6,5/10

Raj dla par – ONA

Miało być śmiesznie i miało być refleksyjnie. Miało być o parach, które zmęczone, życiem (sobą?) podążają ku wakacyjnej przygodzie. Obsada obsadą, ale kilka znanych twarzy komedii nie czyni. Skromna ilość tekstów i sytuacji, które powodują lekki uśmiech, ale żeby zaśmiać się w głos to jednak potrzeba nieco więcej.  Czekanie nie pomaga. Film upływa pod znakiem oczekiwana na “to coś”. Trudno. Takich komedii co roku wychodzi na tyle dużo, że jakoś ten fakt mnie nie rusza. Zastanawiam się tylko czy tym razem nie była to strata czasu…

Moja ocena: 4/10

Droga – ON

Kolejna produkcja z cyklu: obiecujemy wiele a zanudzamy na śmierć. Wiele osób czekało na ten film i spodziewało się zapewne wielkopomnych przeżyć, ale niestety: za takie tematy nie każdy godzien jest się brać. Apokalipsa brzmi dumnie, ale nic poza tym. Kiepskie dialogi, akcja ani nie wartka ani nie warta uwagi. Idzie sobie ojciec z synem przez szare pustkowie, bez jedzenia (czasami wpadnie im w ręce jakaś zagubiona puszka coca- coli), bez koncepcji, bez nadziei. W efekcie widza dopada depresja bo o ile krajobrazy po zagładzie (kiepsko wyjaśnionej bądź co bądź) nawet przekonują to nie przekonuje scenariusz, któremu ewidentnie zabrakło polotu. Wnioski mogą być następujące: albo nie wszystkie książki nadają się do ekranizacji albo nie wszyscy twórcy kina powinni brać się za tego typu książki.

Moja ocena: 3,5/10

Fame – ONA

W ostatnim czasie zalewają nas produkcje (zarówno filmowe jak i telewizyjne), w których zobaczyć możemy tańczących i śpiewających. Efekt tego typu realizacji jest interesujący zapewne najbardziej dla nastolatków. “Fame” to film o strukturze, na szczęście, bardzo innej. Protagonistą nie jest tu para nastolatków, która w szkolnej rzeczywistości, w pocie czoła i w świetle jupiterów, jest nadzwyczaj “trendy”, “jazzy” i “cool” 😉 Głównym bohaterem (zbiorowym!) jest cale pokolenie, które myśli, że wie i myśli, że czuje, ale w wielu przypadkach okazuje się podążać w innym kierunku niż ten wymarzony. Oczywiście zgodnie z przekonaniem, że każde doświadczenie ma jakąś wartość, niezależnie od tego kto stanie się znanym artystą, warto przeżyć przygodę z samym sobą. Młodzi adepci sztuk poznają siebie nawzajem, pokonują swoje ograniczenia oraz weryfikują normy. Wszystko to w całkiem niezłej oprawie muzycznej, ciekawej optyce i z kilkoma uniwersalnymi morałami. Wśród papki filmowo- tanecznej, jaką ostatnio serwują nam media, film naprawdę godny uwagi.

Moja ocena: 8/10

Już czas na dobry film...