sdf

Max Payne – ON

Max Payne

Kiedy tylko dowiedziałem się o czekającej mnie uczcie już pędziłem do kina. Wspomnienie kultowej gry komputerowej “Max Payne” wzmagało mój apetyt. Dodatkowo Mark Wahlberg, odtwórca głównej roli, zachęcał do obejrzenia filmu.
Znakomita muzyka i niezła gra aktorów (choć znawcy tematu mogliby te argumenty zakwestionować) były niczym wobec wartości poszczególnych elementów i rozwiązań użytych w filmie a przeniesionych rodem ze wspomnianej gry. Efektowne zwolnienia akcji, echo słów płynących znikąd, fenomenalne i naturalistyczne efekty dźwiękowe to coś co urzeka takiego fascynata gier komputerowych, jakim jestem ja. Efekty specjalne odpowiednio dobrane, nie przesadzone, jedynie subtelnie odwołujące się do konwencji gry. Czegóż chcieć więcej?

Moja ocena: 9/10

Tajne przez poufne – ON

Tajne przez poufne

Wstyd! Po prostu wstyd. Tyle razy zabierałem się za napisanie kilku słów, aż wreszcie grom z jasnego nieba! Ile można czytać tego typu recenzje!? Walkę płci czas zacząć! I uwaga: nie zaczynam ja.
Oczywiście, a ONA ciągle o facetach… Ale coś w tym jest. Z filmu można się wiele o nas dowiedzieć. Wiele więcej niemiłych rzeczy aniżeli miłych. Jednak grunt to dystans a jego braciom Coen nie brakuje. Zarówno kobiety jak i mężczyźni to głupcy. Jednak to kobietom przypada ta resztka godności. Po piersze to faceci giną w tym filmie w naprawdę głupi sposób. To oni lądują na bruku i to oni z cwaniaków zdradzających żony przeistaczają się w jednym momencie w mało zapobiegliwe marionetki, którymi podrygują ich partnerki. Grzechy kobiet? Próżność, bezwzględność, podłość, ale determinacji i ukierunkowania na cel odmówić Wam nie można. My natomiast tylko potulnie poddajemy się Waszym rządom. Wszystko cudownie wyolbrzymione i skarykaturyzowane. Polecam i do zobaczenia w kinie bo na pewno wybiorę się jeszcze raz.

Moja ocena: 8/10

Tajne przez poufne – ONA

Tajne przez poufne

Bracia Coen w najczystszej postaci, z charakterystycznym dla nich spojrzeniem- pełnym ironii. W swojej twórczości, mimo szczególnego stylu, przewidywalni jednak nie są. Możliwe, że mogliby być, ale temat, który po raz kolejny podejmują jest szeroki i długi jak ocean. Głupota ludzka jest mianowicie nie do wyplenienia, a jej różnorodne oblicza gwarantują nam dobrą zabawę przy tym i zapewne przy kolejnych filmach tego zdolnego rodzeństwa.
To “mężczyźni mojego” życia zatem ciężko mi napisać cokolwiek obiektywnego. Może zacznę o innych mężczyznach (będzie bardziej treściwie). Otóż kolejnym, pojawiającym się w filmie, jest Brad Pitt, który wciela się w rolę perfekcyjną: jest najsłodszym głupkiem na świecie a do tego tak przekonywającym, że widz zaczyna zastanawiać się czy aby Brad nie pokazał wreszcie swojej prawdziwej twarzy.
O czym traktują ukazane tu historie? O ludzkim dążeniu do zaspokajania swojego ego. Jedyną trwałą na tym ziemskim padole jest zmienna. A co się wciąż zmienia? Błyskotki, za które sprzedajemy siebie, najbliższych i szacunek do siebie samych…

Moja ocena: 8,5/10

Nie kłam kochanie – ONA

Nie kłam kochanie - recenzja filmu - Ona

Nie ma to jak szybkie, zachodnie kino z naklejką DOBRE BO POLSKIE.

W tym filmie nie chodzi tak naprawdę o tytułowe kłamstwo, lecz o szybkość. Szybko, bez jakichkolwiek wcześniejszych sygnałów, zaczynają uciekać Marcinkowi pieniądze. Równie szybko koleżanka głównej bohaterki zamieszka ze swoim wymarzonym partnerem. Szybko Ania zakocha się w Marcinie, którego nie zna. Szybko Marcin przekona się do tego, że z kwiatem trzeba wypić kielicha a później go zagadać, aby znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Szybko widz zorientuje się także, że to kolejny film, do którego scenariusz napisała Ilona Łepkowska (dla przypomnienia: Nigdy w życiu).

Film barwny, z ekskluzywnymi wnętrzami, wrażliwymi kwiatami, motywem kopciuszka i wspaniałomyślną wiarą w to, że ludzie się zmieniają. Ludzie a i owszem. Ale czy zmieniają się męscy szowiniści? Oczywiście! Wystarczy, że spotkają na swojej drodze delikatne, przecudnej urody dziewczęcie.

Uwaga blondynki w mini! Na film wstęp wzbroniony gdyż pada na Wasz temat kilka gorzkich słów. Aktualnie królują ciemne włosy, załzawione acz głębokie oczy i ujmujący uśmiech odtwórczyni roli Ani- Marty Żmudy – Trzebiatowskiej.

Piotr Adamczyk bawi i zachwyca, co sprawia, że film można obejrzeć. Cudownie grucha, chrapie, warczy, pomrukuje, gra na trąbce, płacze oraz śpiewa pamiętną pieśń Czerwonych Gitar Anna Maria.

Ponadto akcenty interkulturowe dodają filmowi pewnej giętkości tematycznej: żydowski cmentarz, cygańskie tańcowanie, wspomnienie północno- angielskiego Yorkshire.

Obsada niezła, film sam w sobie średnio ciekawy. Miło było zobaczyć znowu Szapołowską i Tyszkiewicz, ot co. Więcej grzechów nie pamiętam, a szkoda, bo film może nabrałby wtedy nieco rumieńców?

Moja ocena: 4,5/10

Mgła – ONA

Mgła - recenzja filmu - Ona

Horror pod znakiem zapytania. To nie filozofia przestraszyć w ciemnym kinie mnie, wątłą, kobiecą postać wbijającą się pazurami w ramię mojego narzeczonego za każdym razem, gdy w filmie pojawi się chociażby niemrawy podmuch wiatru. Ten film niestety mnie nie przestraszył, mało tego: rozbawił mnie! Po rozbawieniu pojawiła się dezorientacja- cóż, po raz pierwszy od bardzo dawna miałam ochotę wyjść z kina. Byliśmy jednak dzielni i po krótkiej acz wymownej wymianie spojrzeń postanowiliśmy walczyć do końca. Nadmienić tu trzeba, że walczyć było z kim (ale niestety nie o co). Rozpoczynając od nudy a kończąc na potworach z mackami, pająkach budujących w brzuchach ofiar olbrzymie kokony i owadach, które docelowo przyjmują postać wielkości King Konga.
Lata 80-te bezpowrotnie minęły jedynie dla nas, widzów spragnionych prawdziwie wstrząsającego kina science fiction, wykorzystującego ogrom możliwości, jakie stawia przed nami postęp technologiczny. Autorzy tego obrazu tkwią jeszcze w przeszłości zapominając przy tym, że nowatorskie projekty więcej wnoszą do współczesnego kina? tym bardziej hollywoodzkiego, które cierpi na niedowład pomysłów i odgrzewa wciąż tę samą jajecznicę.

Mało przekonująca gra aktorów, jeszcze mniej przekonujące potwory, muzyka brzmiąca wyjątkowo groteskowo w obliczu tak niewiarygodnej grozy. Aż strach pomyśleć, co zaproponują nam teraz. Czyżby straszyć już Hollywood nie potrafiło?

Moja ocena: 1/10

Już czas na dobry film...