sdf

Max Payne – ONA

Max Payne w kinach

Z niepokojem zdecydowałam się uczestniczyć w tym seansie. Z niepokojem o:  dobrze spożytkowany czas i wydane pieniądze. Przede wszystkim natomiast bałam się elementów science fiction, które nigdy nie są dla mnie argumentem przemawiającym za obejrzeniem danego filmu. Może to pewna tendencyjność, ale nie jest to moje ulubione kino.
Zatem podjęłam ryzyko i złapałam wiatr w żagle. Film okazał się całkiem dopracowany, frapujący od początku do (prawie) końca a elementy fantastyczne zagospodarowane jako odbicie wizji narkotycznych. Więc moje poczucie logiki i realizm na tym nie ucierpiały. Gra głównego bohatera tak jak wspomniał ON, także zasługuje za uwagę, ale Wahlberg nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz sprawdza się w tym co robi.
Jednak film nie był wolny od błędów. Motyw zemsty stanowczo zbyt oklepany. Zemsty gliniarza do tego- kompletna przesada. Pewne kwestie za bardzo uproszczone, do wyjaśnienia kluczowej dla filmu sprawy też zbyt łatwo bohater dochodzi. Można by wpleść tu nieco większe wyrafinowanie w przebiegu akcji.
Choć nie ukrywam, że film ogląda się przyjemnie.

Moja ocena: 6/10

Max Payne – ON

Max Payne

Kiedy tylko dowiedziałem się o czekającej mnie uczcie już pędziłem do kina. Wspomnienie kultowej gry komputerowej “Max Payne” wzmagało mój apetyt. Dodatkowo Mark Wahlberg, odtwórca głównej roli, zachęcał do obejrzenia filmu.
Znakomita muzyka i niezła gra aktorów (choć znawcy tematu mogliby te argumenty zakwestionować) były niczym wobec wartości poszczególnych elementów i rozwiązań użytych w filmie a przeniesionych rodem ze wspomnianej gry. Efektowne zwolnienia akcji, echo słów płynących znikąd, fenomenalne i naturalistyczne efekty dźwiękowe to coś co urzeka takiego fascynata gier komputerowych, jakim jestem ja. Efekty specjalne odpowiednio dobrane, nie przesadzone, jedynie subtelnie odwołujące się do konwencji gry. Czegóż chcieć więcej?

Moja ocena: 9/10

Już czas na dobry film...