sdf

Mgła – ONA

Mgła - recenzja filmu - Ona

Horror pod znakiem zapytania. To nie filozofia przestraszyć w ciemnym kinie mnie, wątłą, kobiecą postać wbijającą się pazurami w ramię mojego narzeczonego za każdym razem, gdy w filmie pojawi się chociażby niemrawy podmuch wiatru. Ten film niestety mnie nie przestraszył, mało tego: rozbawił mnie! Po rozbawieniu pojawiła się dezorientacja- cóż, po raz pierwszy od bardzo dawna miałam ochotę wyjść z kina. Byliśmy jednak dzielni i po krótkiej acz wymownej wymianie spojrzeń postanowiliśmy walczyć do końca. Nadmienić tu trzeba, że walczyć było z kim (ale niestety nie o co). Rozpoczynając od nudy a kończąc na potworach z mackami, pająkach budujących w brzuchach ofiar olbrzymie kokony i owadach, które docelowo przyjmują postać wielkości King Konga.
Lata 80-te bezpowrotnie minęły jedynie dla nas, widzów spragnionych prawdziwie wstrząsającego kina science fiction, wykorzystującego ogrom możliwości, jakie stawia przed nami postęp technologiczny. Autorzy tego obrazu tkwią jeszcze w przeszłości zapominając przy tym, że nowatorskie projekty więcej wnoszą do współczesnego kina? tym bardziej hollywoodzkiego, które cierpi na niedowład pomysłów i odgrzewa wciąż tę samą jajecznicę.

Mało przekonująca gra aktorów, jeszcze mniej przekonujące potwory, muzyka brzmiąca wyjątkowo groteskowo w obliczu tak niewiarygodnej grozy. Aż strach pomyśleć, co zaproponują nam teraz. Czyżby straszyć już Hollywood nie potrafiło?

Moja ocena: 1/10

Już czas na dobry film...